„W prawie całej Polsce brakuje nauczycieli w szkołach” alarmują liczne portale informacyjne. Sytuacja zdaje się być szczególnie napięta w związku ze zbliżającym się rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Zdaniem ekspertów, szacuje się, że liczba pustych wakatów wynosi około 20 tysięcy.
Można by pomyśleć, że przy takiej skali braków każda chętna, wartościowa osoba zostanie przyjęta z otwartymi ramionami. Rzeczywistość wygląda inaczej. Problem polskiej edukacji nie polega wyłącznie na deficycie rąk do pracy, a raczej na tym, że system wciąż nie potrafi rozpoznać wartości w ludziach, którzy nie mieszczą się w ściśle określonych ramach.
W jakiej roli Pani występuje? – to pytanie usłyszałam jako osoba odpowiedzialna za kontakty z podmiotami publicznymi od urzędniczki, która nie była pewna jak skategoryzować moje stanowisko. Pytanie przyjęłam jako punkt rozważań i dalszej analizy.
Rzeczywiście – jaką rolę pełni Teach For Poland w rozmowie z instytucjami lub pomiędzy instytucjami, a kandydatami i kandydatkami? Odpowiedź, do której dochodzimy od lat, jest prostsza niż mogłoby się wydawać: naszą rolą jest wprowadzanie do szkół liderów i liderek zmiany społecznej – ludzi, którzy przynoszą ze sobą coś więcej niż dyplom. Przynoszą doświadczenie, energię, umiejętność budowania relacji i przekonanie, że edukacja może wyglądać inaczej.
Poznajmy… Magdalenę: Magdalena chce wrócić do Polski z emigracji i uczyć angielskiego. Natychmiast zderza się ze ścianą wymagań, których w świetle przepisów w kraju nie spełnia.
Poznajmy… Pawła: Paweł udziela korepetycji z matematyki, jego uczniowie nie dość, że go uwielbiają to jeszcze widzą swoją poprawę z tego przedmiotu. Marzy by pracować w szkole. Napotyka odmowę, bo do uzyskania pełnych kwalifikacji brakuje mu pół roku nauki.
Poznajmy… Zuzannę: jej babcia i mama pracowały w oświacie, chce iść ich śladem jako nauczycielka historii. Mimo, że spodobała się dyrekcji, ta ma jednak związane ręce – Zuzanna ma tytuł licencjata, co w obliczu obowiązujących przepisów nie wystarcza. Zuzanna musi rozpocząć studia by uzyskać tytuł magistra.
Poznajmy… Kalinę: pracowała jako nauczycielka plastyki na zastępstwo, które właśnie dobiega końca. Mieszka w małej gminie, gdzie niełatwo znaleźć zatrudnienie z powodu małych rotacji w szkołach na tym stanowisku. Ma pełne kwalifikacje.
Każdy z tych przypadków pokazuje lukę w systemie, który nie potrafi dostrzec potencjału osób wnoszących świeżość do zawodu nauczyciela, jeśli ich ścieżka nie mieści się w szablonie formalnych kwalifikacji. Dyrekcje, często działając w dobrej wierze i ostrożności, wybierają bezpieczeństwo interpretacji przepisów zamiast ryzyka zatrudnienia kogoś, kto mógłby realnie wzmocnić szkołę.
Warto w tym miejscu zatrzymać się przy słowie „kwalifikacje”, bo to ono najczęściej pojawia się w nagłówkach i w burzliwych dyskusjach w mediach oraz mediach społecznościowych, gdy mowa o osobach, które – jak to się ujmuje – „nie mają kwalifikacji do nauczania”. Takie sformułowania, wyrwane z kontekstu, są krzywdzące i wprowadzają odbiorców w błąd. Sugerują, jakby do polskich szkół miały trafiać osoby przypadkowe, „wzięte z ulicy”, bez wykształcenia i przygotowania. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Mówimy o ludziach, którzy ukończyli lub kończą studia wyższe, wielu z nich studiuje już kolejne kierunki, a w Programie Teach For Poland dodatkowo przechodzą dwuletni, intensywny program rozwojowy. Jeśli to wszystko nazwiemy „brakiem kwalifikacji”, trudno oprzeć się pytaniu: co w takim razie tymi kwalifikacjami miałoby być?




